google0d32ab1f75dbe813.html

Żywioły Romana Murawskiego - reportaże i wspomnienia

Przejdź do treści

Menu główne:

Kultura i sztuka
Postaci nie do końca odkryte





ŻYWIOŁY


ROMANA MURAWSKIEGO
  
Dwa miesiące temu, przeglądając strony internetowe odpowiadające moim gustom poznawczym, napotkałem wiadomość podaną przez Muzeum Rolnictwa im. księdza Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu o autorskiej wystawie pt. Roman Murawski. Człowiek wielkiej pasji. Wernisaż odbył się 29 stycznia br., zaś ekspozycja miała trwać do 22 marca. Postanowiłem zobaczyć tę wystawę z kilku względów: po pierwsze – spędzając kilkadziesiąt lat temu wakacje w Ciechanowcu (tu się urodziłem) wśród moich ówczesnych kolegów był Roman Murawski mieszkający niemal po sąsiedzku; po drugie – w tym miejscu istnieją na miejscowym cmentarzu ślady po moich przodkach; wreszcie po trzecie – odkąd prowadzę własną witrynę www (https://krzysztof-b.pl) poszukuję ciekawych postaci, które pragnąłbym przypomnieć szerszej, internetowej publiczności. Udało mi się znaleźć czas na odwiedziny w ciechanowieckim muzeum dopiero ostatniego dnia ekspozycji – w przeddzień, jak się okazalo,  jej demontażu.
DO CIECHANOWCA, a właściwie na parking nieopodal pałacu w którym mieści się muzeum, dotarłem po dwugodzinnej podróży z Warszawy. Tu czekała na mnie miła niespodzianka, mianowicie nie tylko bezpłatny bilet wstępu na wystawę, ale również obsługa przewodnicka w osobie Marka Wiśniewskiego.
Sama wystawa znalazła swoje miejsce we wnętrzach pałacu hr. Starzeńskich, siedzibie Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka. „Roman Murawski. Człowiek wielu pasji” – tytuł odzwierciedlał wszystko to, co zobaczyłem w obszernych dwóch salach.
Zaskoczenie było niemałe ze względu na mnogość i rozmaitość eksponatów przedstawionych przez Romana Murawskiego.
Mój cicerone pozostawił mnie sam na sam z prezentowanymi na wystawie dziełami wykonanymi przez nietuzinkowego mistrza i to w kilku dziedzinach. Wyjąłem więc aparat fotograficzny i zacząłem robić zdjęcia. Szybko, nieco bez ładu i składu, bowiem osoba towarzysząca, a właściwie nadzorująca moje zachowanie przypomniała, że mam jedynie piętnaście minut czasu.
— Czeka na mnie wycieczka, którą mam oprowadzić po skansenie (muzeum jest częścią rozległego terenu na którym znajduje się m.in. skansen budownictwa wiejskiego z wieloma perełkami architektonicznymi pogranicza Mazowsza i Podlasia, muzeum weterynarii, ekspozycja zielarska związana z działalnością na tym polu ks. Krzysztofa Kluka) – oświadczył pan Marek Wiśniewski.
I właśnie w momencie, gdy już zbierałem się do opuszczenia sal wystawowych odezwał się mój telefon. Kobiecy głos (była to Eugenia Murawska – żona Romana, z którą miałem do tej pory tylko kontakt mailowy) zakomunikował, że za kilka minut przyjdzie do muzeum Roman, by szerzej opisać wszystkie eksponaty zgromadzone na wystawie, stanowiące jakby ukoronowanie wszelakiej jego twórczości.

PRZED PAŁACEM hr. Starzeńskich z daleka wypatrzyłem zbliżającą się postać Romana. Ostatni raz widzieliśmy się w sierpniu 2016 roku, gdy nieco namolnie wprosiłem się do jego domu. Wcześniej spotykaliśmy się sporadycznie podczas wakacji na przełomie lat 50. i 60. XX wieku, mieszkałem po sąsiedzku u Zofii Rybak z d. Bachorzewskiej – mojej matki chrzestnej.
Wówczas teren dzisiejszego muzeum i skansenu był miejscem tajemniczym. Pałac w ruinie, zarośnięty park stwarzały dla kilkunastoletniego chłopaka niemal wyprawę pełną przygód. Pamiętam, że latem odwiedzałem tzw. lodownię, czyli otwartą piwnicę pod pałacem od strony rzeczki zwanej Ralką, gdzie bywał śnieg lub zamarznięte sople lodu. Aby tam się dostać, trzeba było pokonać ruinę jazu na owej rzeczce, a wcześniej przejść obok kilkunastu przepięknych starych świerków, które stanowiły miejsce gniazdowania licznych przedstawicieli ptactwa.
Rozmarzony wspomnieniami z dzieciństwa i wczesnej młodości przywołuję się do porządku i czasu współczesnego.

TERAZ ROMAN MURAWSKI przejął funkcję przewodnika. Zauważyłem w jego oczach błysk dumy, gdy wkraczaliśmy do muzealnych sal wystawowych. I taka reakcja była dla mnie zupełnie normalna, wszak w tych dwóch pomieszczeniach zawarte było kilkadziesiąt lat życia pełnego trudu, ale i satysfakcji z realizacji marzeń.
Ja, przyzwyczajony do chronologicznego biegu zdarzeń, a więc  szukania pełnej korelacji twórczego rozwoju Romana Murawskiego z nieuchronnym biegiem kolejnych lat życia, niebawem doświadczyłem zburzenia mojego sposobu patrzenia na tę wystawę. Przyczyniła się do tego córka głównego bohatera – Edyta Murawska-Derewońko. Kilka chwil po tym, jak znalazłem się po raz drugi oko w oko z twórczym życiem Romana, zawartym w gablotach muzealnych, pani Edyta z właściwą dla pracowników muzealnych swadą połączoną z wielką estymą dla dokonań jej Taty rozpoczęła od nowa moją wędrówkę wśród eksponatów.
Przede wszystkim zburzyła swoją narracją mój porządek chronologiczny. Przedstawiła działalność twórczą Romana Murawskiego opartą w pewnym skrócie myślowym o trzy filary: ogień, powietrze i woda. Owe trzy żywioły przewijają się przez życie bohatera wystawy czasem przenikając się wzajemnie. Moja wędrówka wśród eksponatów nabrała zupełnie nowy kształt, czasem trzeba było przejść do innej sali, by po chwili powrócić. Nie było to zwiedzanie chaotyczne, ale poszukiwanie prawdziwych perełek, okraszone wielką erudycją i znajomością, wszak oprowadzała mnie pani Edyta, córka Romana Murawskiego.
Do tej pory skupiłem się na moich przeżyciach związanych z wystawą. Obecnie spróbuję opisać dzieła wykonane przez Romana Murawskiego.
Jak wspomniałem wcześniej, dzieła pracy twórczej tego – śmiem nazwać po imieniu – artysty, można podzielić na trzy sfery (czyli tytułowe żywioły).

PIERWSZY ŻYWIOŁ – TO OGIEŃ. Od najmłodszych lat Roman Murawski żył mając po sąsiedzku kuźnię, skąd dochodziły zapewne do jego uszu charakterystyczne dźwięki. Od najmłodszych lat Roman przejawiał zainteresowania bardziej techniką i mechaniką niż rolnictwem, choć rodzice mieli gospodarstwo rolne, jak większość mieszkańców tzw. polskiej strony Ciechanowca. Widząc techniczne uzdolnienia młodego Romka, rodzice zadecydowali o nauce w jednym z warszawskich techników. Po jego ukończeniu powrócił do Ciechanowca, by rozpocząć pracę w państwowym ośrodku maszynowym na stanowisku kierowniczym.
Po roku pracy za biurkiem” zdecydował, że tego rodzaju praca nie daje satysfakcji.
Otworzył prywatny zakład ślusarski i zaczął wykonywać ogrodzenia i bramy. Rozwijając swoją działalność zatrudnił kowala, by poszerzyć asortyment dla klientów o ozdobne elementy ślusarsko-kowalskie. Niemal równolegle powziął próby, a następnie zrealizował pomysł poszerzenia działalności o odlewnictwo. Na początku używał w tym celu aluminium, a następnie skupił swoją uwagę na mosiądzu. W krótkim stosunkowo czasie nabył tyle doświadczenia, iż stał się mistrzem rzemiosł artystycznych w dziedzinie odlewnictwa, którego uwieńczeniem było otrzymanie w 1981 roku z rąk wiceministra kultury i sztuki Wiktora Zina tytułu Mistrza Rzemiosła Artystycznego.
Na wystawie można było podziwiać około sześćset pięknie wyeksponowanych wyrobów mosiężnych, takich jak plakiety, medale, a nawet rzeźby. Przyciągnęły moją uwagę przedmioty rzemiosła artystycznego i użytkowego, np. przypominające okres Młodej Polski lampy stojące i żyrandole. Żyrandole, których twórcą jest Roman Murawski można również podziwiać w ciechanowieckim kościele pw. Trójcy Przenajświętszej, gdzie również w nawie głównej można dostrzec płaskorzeźby i tablice poświęcone św. Janowi Pawłowi II tego samego twórcy. Również na cmentarzu parafialnym znajdującym się przy drodze wyjazdowej w kierunku Bielska Podlaskiego, po lewej stronie niedaleko wejścia znajdują się tablice i epitafia, których autorem jest bohater tego reportażu. Wiele prac Romana Murawskiego rozsianych jest po całym Podlasiu, m.in. w Białymstoku, Zambrowie, czy Łomży.
Gdy przyszedł czas niełaski dla przedmiotów rzemiosła artystycznego, Roman z dobrymi efektami zajął się odlewem kaloryferów wg własnego pomysłu. Do dziś dzień jest otwarty na propozycje w tej dziedzinie, choć z racji wieku powierza tę działalność swemu synowi niejako ją nadzorując.

KOLEJNYM ŻYWIOŁEM, który stał się posłuszny Romanowi Murawskiemu JEST POWIETRZE. A ściślej rzecz ujmując konstrukcje lotnicze. Otóż pierwszą latającą konstrukcją była motolotnia, to znaczy wózek skonstruowany ze zwykłych metalowych rurek, zamiast duraluminiowych, stosowanych na ogół w konstrukcjach lotniczych. W tamtych czasach duralminium było metalem reglamentowanym i bardzo trudno dostępnym. Skrzydło do tej motolotni zostało zakupione u profesjonalnego wytwórcy takiego sprzętu. Jako napęd do motolotni posłużył silnik z Trabanta. Osobiście Roman Murawski oblatał sprzęt, który wytworzył, a przy okazji sam nauczył się sztuki latania. Nawiasem mówiąc, pierwsze zdjęcia Ciechanowca z lotu ptaka były wykonane przez pilota Romana Murawskiego. Później powstawały następne konstrukcje o charakterze motolotni, ale wykonane z rurek duraluminiowych i profesjonalnym silnikiem marki Rotax. Jego nowatorskim pomysłem było trzyłopatowe śmigło. Od 2010 roku Roman Murawski jest posiadaczem samolotu ultralekkiego Skyranger. W pobliżu Ciechanowca znajduje się kilkusetmetrowy trawiasty pas startowy, który powstał również z inicjatywy bohatera tego reportażu.

WRESZCIE trzeba wspomnieć o TRZECIM ŻYWIOLE – WODZIE. W miejscu, gdzie w czasach moich dziecięcych i młodzieńczych wyjazdów wakacyjnych do Ciechanowca stał czasem użytkowany, a z biegiem lat ulegający ruinie młyn wodny, w latach sześćdziesiątych XX wieku wybudowano jaz. Na kupionej od Skarbu Państwa działce obok jazu powstała mała elektrownia wodna pomysłu oczywiście Romana Murawskiego, którą zaprojektował sam właściciel oraz znany projektant budownictwa wodnego z Olsztyna.
Większość prac została wykonana albo przez projektodawcę, albo przez najbliższą rodzinę i zafascynowanych projektem przyjaciół i znajomych. A ile trzeba było wydeptać urzędniczych biur… to jest tajemnica rodzinna.
Mała elektrownia wodna na rzece Nurzec w Ciechanowcu okazała się być początkiem dalszych zrealizowanych projektów. W chwili obecnej, idąc w górę rzeki Nurzec, po około czterech kilometrach spotykamy drugą małą elektrownię wodną – w Kuczynie, a jeszcze kilka kilometrów wcześniej… trzecią, w Kostrach Podsędkowiętach. Mała elektrownia wodna w Ciechanowcu jest własnością państwa Murawskich, natomiast dwie wymienione wyżej są wydzierżawione od Wód Polskich. Niemniej jednak turbiny tu zamontowane stanowiące integralną część jazomostów są konstrukcją Romana Murawskiego.
Całość tej niebanalnej ekspozycji uzupełniały liczne oryginalne dokumenty, a także archiwalne zdjęcia, które stanowią historyczną dokumentację prac Romana Murawskiego. Warto przy tym zaznaczyć, że wiele z nich rozsianych jest w wielu miejscach na terenie województwa podlaskiego, ale nie tylko.

WYSTAWA „ROMAN MURAWSKI. CZŁOWIEK WIELU PASJI” spotkała się z bardzo żywym oddźwiękiem w ciechanowieckim społeczeństwie. Podczas wernisażu, jaki miał miejsce 29 stycznia br. oprócz głównego bohatera i jego najbliższych, a także przyjaciół wzięli udział przedstawiciele władz samorządowych nie tylko Ciechanowca, ale również województwa podlaskiego. Obecne było również kierownictwo Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka, jego pracownicy oraz mieszkańcy Ciechanowca.
Wernisaż wernisażem, ale zwiedzając wystawę w ostatnim dniu jej trwania, zapytałem mojego pierwszego przewodnika o to, czy był to sukces frekwencyjny. Odpowiedź pana Marka Wiśniewskiego była krótka. Wskazał na księgę wpisów wyłożoną przy wejściu do sal wystawowych. Było tam wiele stron z wyrazami uznania zarówno dla twórczego życia Romana Murawskiego, jak i dla sposobu wyeksponowania jego pracy, życiowych pasji oraz – co niebagatelne – działalności społecznikowskiej w Ciechanowcu.
Jeszcze tylko dopiszę, że zostałem zaproszony do odwiedzin domu, gdzie żona Romana – Eugenia, która we wszystkich poczynaniach swojego męża odegrała niebagatelną, wspierającą rolę, poczęstowała mnie pysznym, prawdziwym rosołem. Za co jeszcze raz dziękuję.

MATERIAŁY PRASOWE, DYPLOMY I ODZNACZENIA

MEDALE I PLAKIETY

PRZEDMIOTY UŻYTKOWE

RZEŹBY

LOTNICTWO

SACRALIA

Nota od autora reportażu

Postanowiłem ukazać internautom poszukujących ciekawych postaci i ich działalność reportaż o Romanie Murawskim. Mniemam, iż pan Roman będzie wyrozumiały, jeśli idzie o  – być może – moje dyletanctwo w sprawach technicznych. Jestem gotów z pokorą przyjąć wszelkie uwagi krytyczne i natychmiast poprawić moje błędy, aby reportaż odzwierciedlał pełnię talentów Romana Murawskiego jakie zostały zaprezentowane na wystawie w Muzeum Rolnictwa im. księdza Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu.
Krzysztof Bachorzewski
 
Copyright 2015. All rights reserved.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego